Oto jak wygląda zbiór pojęć podstawowych cum grano salis dotyczących polskiego turysty za granicą:
- Aparat fotograficzny – urządzenie, dzięki któremu można bezkarnie ładować się w kadr wszystkim innym robiącym zdjęcia
- Buty - element ubioru, z którego wystaje słoma
- Kościół - miejsce, w którym rozdają ryżowe ciasto, które nalezy jeść przy każdej nadażającej się okazji
- Kolejka do bufetu – komunistyczny przeżytek, który należy ominąć podczas obiadokolacji
- Kubek z hotelowej łazienki – najlepsze naczynie do spożywania wina
- Lekarstwo na biegunkę – napój o zawartości alkoholu min. 50%
- Lekarstwo na przeziębienie – napój o zawartości alkoholu min. 40%
- Opłata klimatyczna – nalezność uiszczana w celu usprawiedliwienia palenia papierosa po środku niepalącej grupy osób
- Meczet - miejsce, do którego Polka musi spróbować wejść z odkrytymi ramionami i głową
- Pamiątka - napój o dowolnej zawartości alkoholu lub tanie chińskie bibeloty
- Pilot wycieczki – osoba, na której można wyładować swoją złość… za wszystko i nic
- Postój - czas przeznaczony na zapalenie papierosa, a w dalszej kolejności uzupełnienie zapasów w supermarkecie i pozbycia się zapasów w toalecie
- Restauracja - miejsce, w którym spożywa się, zwykle ukradkiem, zapasy zgromadzone na śniadaniu w formie bufetu
- Ręcznik hotelowy – najlepszy materiał zabezpieczający przed stłuczeniem pamiątki pakowane do walizki
- Samolot - środek transportu, w którym po wylądowaniu zawsze rozlegają się brawa
- Supermarket - miejsce, w którym stoi lodówka z piwem – podstawowym napojem każdego polskiego wycieczkowicza
- Śniadanie w formie bufetu – śniadnie, z którego nie wyniesienie pełnej torby kanapek i owoców jest ujmą na honorze Polaka
- Środek przeciwbólowy – napój o zawartości alkoholu min. 40%
- Środek rozweselający – napój o zawartości alkoholu min. 40%
- Toaleta - miejsce pielgrzymki każdego turysty
Tagi:
Polak,
turysta,
wycieczka
Z powodu gorąca opuściła mnie wena twórcza i nic tu dawno nie piasłem. Dziś postanowiłem to zmienić i podzielić się kilkoma refleksjami po wizycie na Służewcu.
Konie ładne i zabawa przednia, ale jak ktoś szczęśckia nie ma to nie powinien przychodzić. Odwiedzający dzielą się na 2 główne grupy – młodzież, która przyszła się pobawić i nobliwych panów (60+), którzy są tam chyba stałymi bywalcami. To, w jaki sposób obstawia ta druga grupa, jest dla mnie zagadką. Przysłuchiwanie się zawieraniu zakładów przyniosło więcej pytań niż odpowiedzi. Ale co z tych zakładów, skoro nobliwi panowie są tam stałymi bywalcami? Skuteczność jak widać marna. A może oni tam przychodzą tylko pooglądać konie… tak jak mensanie.
Tagi:
hazard,
Mensa,
Warszawa,
wyścigi
W tym miesiącu moja kuchnia wołowiną stoi. Odkrycie nowego stoiska z mięsem halaal na bazarku było strzałem w dziesiątkę. Zaprzestałem kupowania supermarketowej padliny i przerzuciłem się na pyszne befsztyki z pierwszej krzyżowej. Mięso, odrobina sklarowanego masła i troszke soli, to idealna kompozycja obiadowa. No po prostu palce lizać.
Dobry krwisty kawał mięsa po relaksie na basenie to wspaniałe rozpoczęcie słonecznej soboty. Po tych kilku ponurych dniach miło jest znów zobaczyć słońce. W dopisującą pogodę w sam raz wpisuje się dzisiejszy rejs i to ważne wydarzenie, które go poprzedza.
Oby jutro było równie pogodnie jak dziś. Dwa kółka nad Zegrze będą idealnym zakończeniem tygodnia… o ile uda mi się wstać.
Tagi:
basen,
kuchnia,
rejs,
rower,
ślub,
wołowina
Jakoś dawno tu nie zaglądałem. Dziś akurat naszło mnie natchnienie do pisania… może to po tej wizycie w kościele. Ślub Asi i Andrzeja odbył się w uroczej, zielonej scenerii, przy pokrzykiwaniu pawi. Dzięki niewielkiemu oddaleniu od Warszawy było kameralnie, a wśród gości dość spore grono stanowili portalowicze. Andrzej w garniturze stanowił widok niecodzienny. Asia natomiast jak zawsze wyglądała olśniewająco. Za tydzień kolejna porlatlowa impreza o tym samym charakterze…
Jak wiadomo nie ma ślubu bez wieczoru kawalerskiego. I takie też się przytrafiły w ostatnim czasie. Piknik Naukowy, domówka, pub, nocne powroty do domu… ale ze wszystkich atrakcji niezapomnianym przezyciem będzie na pewno jazda gokartami. Przy najbliższej nadażającej się okazji taką atrakcję będzie trzeba zorganizować mamie.
Tagi:
gokart,
piknik naukowy,
ślub,
Warszawa,
wieczór kawalerski
Fala powodziowa na Wiśle mija. Poziom wody opada. W czasie kulminacji stolica wyglądała tak:
Można by pomyśleć, że to Mazury. A jednak to tylko nasza wąska i spokojna Wisła. W ostatnich dniach trochę się rozszalała, ale dzięki temu stała się największą stołeczną atrakcją. Tłumy gapiów na moście mówiły same za siebie. Było prawie jak pod Pałacem Prezydenckim kilka tygodni temu. Zupełnie jakby rozdawali zimne piwo za darmo.
Dziś, gdy wracałem z basenu, zatrzymała mnie starsza pani. Zaczeła opowiadać coś o kataklizmach, niszczeniu naszej planety i jakimś świętym piśmie. Gdy stwierdziłem, że nie bardzo wiem o jakie pismo jej chodzi i o jakim bogu mówi, zrezygnowana odeszła. Zastanawiam się, czy takie małe wezbranie na rzece nie mogłoby zmyć tego całego bezgranicznego sekciarstwa z ludzi. A przecież nie minął jeszcze tydzień od ogłoszenia, czego komu nie wolno za popieranie in vitro. I skąd się to wszystko bierze!?
Tagi:
basen,
in vitro,
kościół,
Warszawa,
Wisła
Obserwacje z ostatnich dni zaowocowały zagadką: Jak można naruszyć czyjąś prywatność w wirtualnie stworzonym świecie bez prywatności?
Zagadka ta przypomina mi niestety lustrzaną sytuację sprzed kilku lat, którą uważam za jeden z największych swoich błędów. Jak to jest możliwe, że ktoś może być tak podobny do mnie? Jak to możliwe, że ja tak łatwo ulegam namowom mimo, że tak słabo słucham. Jak to możliwe, że rzeczy najcenniejsze są zarazem tak kruche?
Na razie pozostaje mi pesymizm i bierne oczekiwanie. A może warto rozważyć, ile to wszystko było/jest warte. Mane, tekel, fares?
Tagi:
zagadka
Kilka dni z twarzoksiążką dobiegło końca. Narzędzie jest ciekawe, ale zbyt obszerne by zapanować nad całym tym chaosem. Daje dużo możliwości, a jednak z drugiej strony stać się może źródłem niepotrzebnych konfliktów. Monika znów miała rację…
A pewne relacje są dla mnie zbyt cenne, żeby bezmyślnie rąbać je jakimś portalem, jak drwal ciężkim toporem. Po co się wtrącać? Po co się mieszać? Ale właściwie to po cóż innego jest ten portal? Szkoda, że czasem brak akceptacji staje się źródłem agresji.
Mój wisielczy humor spróbuję sobie poprawić wznosząc się piętro wyżej. W końcu należy się pochwalić nowo nabytymi tekstyliami u samej sprzedawczyni.
Tagi:
komputery,
ubrania,
wspaniali sąsiedzi
Kilka wolnych dni minęło jak z bicza trzasnął. Rower się przez ten czas nie kurzył. Kilkadziesiąt kilometrów zostało zaliczone. Mimo niepogody znalazły się słoneczne chwile do jazdy. W dobrym towarzystwie człowiek jadąc się nie męczy. Umysł też nie powinien, a jednak dałem się namówić na twarzoksiażkę. Ciekawe co z tego wyniknie.
Dziś odwiedziłem półkę z mapami. Zakupiłem atlas rowerowy okolic Warszawy. Zapowiada się ciekawy sezon z dwoma kółkami. Przed zakupami doznałem poważnego wysiłku fizycznego, który w połączeniu z obiadem wzmógł grawitację mojego łóżka. Chyba muszę zrobić sobie drzemkę.
Tagi:
książka,
mapa,
rower,
wspaniali sąsiedzi
Nadeszła wiosna i zeszłoroczne jesienne nabytki zaczęły kwitnąć. Efekt widać poniżej.



Aby pozostałe rośliny kwitły równie okazale, dziś rozpocznę nawożenie. Będzie to dobre, relaksujące zajęcie po wczorajszym świętowaniu 40. Urodzin Amplitronu. Miło było popatrzeć, jak Klub z jednoosobowej organizacji bez siedziby w ostatnich kilku latach zamienił się w prężnie działającą organizację z nowym, odremontowanym pomieszczeniem.
Tagi:
amplitron,
ogród,
pw,
rower,
studia
Już dawno nic tu nie napisałem. A od ostatniego wpisu minęło sporo czasu. Po powrocie z Izraela zdoałełem umieścić kilka zdjęć. Do napisania jest jeszcze artykuł cykliczny, przestawiający tzw. ziemię świętą w krzywym zwierciadle – to wkrótce.
Świąteczny wyjazd do domu z kolei zaowocował uzupełnieniem szafy oraz zakończeniem procedury rozstania z pewną nikczemną instytucją. Co prawda urzędnik wyciągnął rękę po sto złotych, naubliżał mi i rodzicom, ale przynajmniej mam to już za sobą.
W Warszawie działo się niewiele. W tym tygodniu zainaugurowałem sezon rowerowy za sąsiedzką namową. Pierwsze 19km mam za sobą. Kolejne przede mną. Trzeba tylko zaczekać na poprawę pogody.
Tagi:
Izrael,
kościół,
rower,
wspaniali sąsiedzi