Pierwsze ślady wiosny
Rodzice wrócili z Teneryfy i przywieźli ze sobą ładną pogodę. Śniegu coraz mniej i w ogrodzie pojawiają się kwiaty. Z ziemi wychodzą tulipany, krokusy i narczyzy. Niedługo zrobi się kolorowo. Dni są coraz dłuższe. Gdy wracam z pracy o rozsądnej porze, warto odsłonić okna, bo można złapać trochę słońca. Zaczynam tęsknić za gorącym latem, leżakiem, tarasem i szklaneczką campari. Mama narobiła mi na nie apetytu, bo sączyła je na Kanarach.
Nie tylko w ogrodzie czuć powiew wiosny. Moja uczelnia również obudziła się z zimowego otępienia i przygotowała mój drugi dyplom. Odbiorę go we czwartek. Będzie to dodatkowa okazja do świętowania tego dnia, w sam raz na małe sąsiedzkie spotkanie przy nalewce z pigwy i jakimś wysokokalorycznym wypieku od Wróbla.
Nadmiar kalorii już niedługo będzie można zrzucić na rowerze. A na razie wykorzystuję kartę i biegam po basenach, grotach solnych i nie tylko. Odrobina sportu i rozmowy z inteligentnymi ludźmi potrafią poprawić człowiekowi samopoczucie – to fizyczne i to psychiczne. Moja intelektualna próżność odczuwa sytość proporcjonalnie do stopnia trudności tematu rozmowy. Mutatis mutandis pozim wysiłku fizycznego przekłada się na nieznośne zakwasy.
Z każdym dniem mieszkania na tym moim praskim kawałku podłogi dochodzę do wniosku, że był to świetny wybór. Wiele niedociągnięć budowlanych rekompensują zaciszne położenie i wspaniali ludzie. Wciąż nie wiem jak mama wyszukała wśród niezliczonych ofert mieszkaniowych tak fajne miejsce.
Post a reply